Legia, czyli złe dobrego początki

Legia Warszawa wykonała pierwszy krok do celu, jakim jest awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Piłkarze stołecznego zespołu pokonali faworyzowany Celtic Glasgow 4:1. Zwycięstwo mogło być jeszcze okzalsze, jednak dwóch rzutów karnych nie wykorzystał kapitan Legionistów Ivica Vrdoljak. Legioniści wyszli na murawę Pepsi Areny zmotywowani, gotowi do walki i gry o każdy metr kwadratowy boiska. Jednak już w 8. minucie po błędzie Tomasza Brzyskiego strzałem za pola karnego popisał się Callu McGregor i było 1:0 dla gości. Bramka strzelona na wyjeździe w dwumeczu zawsze stawia zespół w bardzo dobrej pozycji przed rewanżem na własnym stadionie.

Piłkarze Legii zareagowali w najlepszy możliwy sposób, po zaledwie dwóch minutach prostopadłe podanie Michała Żyry wykorzystał Miroslav Radović. W 36. minucie Serb po raz drugi ucieszył kibiców w Polsce wykorzystując podanie Michała Kucharczyka. Dla Radovicia była to piąta bramka w tegorocznych kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. Jednak wynik 2:1 nie dawał pełnego komfortu psychicznego przed rewanżem. Legioniści musieli ciągle atakować i wywierać presję na przeciwniku. W 44. minucie czerwoną kartkę otrzymał środkowy obrońca gości Efe Ambrose. Była to idealna zachęta dla piłkarzy warszawskiego klubu, aby ciągle atakować i nękać bardzo niepewną tego dnia obronę Szkotów. Po przerwie Legioniści przystąpili do ataku. Jednak w 54. minucie po podaniu piętą w sytuacji sam na sam Michała Żyrę zatrzymał Fraser Forster.

Pięć minut później jeszcze lepszej okazji nie wykorzystał Ivica Vrdoljak, który przestrzelił rzut karny po faulu na Ondreju Dudzie. Niewykorzystana „jedenastka” lekko podłamała piłkarzy stołecznego klubu, jednak grający w dziesiątkę Szkoci szybko tracili siły i zostawiali Legionistom coraz więcej miejsca na boisku. Dwie okazje na podwyższenie wyniku miał Michał Żyro, jednak brak zdecydowania i poświęcenie obrońców zdecydowały, że na tablicy wyników nadal utrzymywał się rezultat 2:1. Gdy wydawało się, że Michał Żyro opuści boisko, ten wykorzystał dośrodkowanie Radovicia i strzałem głową pokonał Forstera. Pepsi Arena oszalała, Szkoci nie mogli nadążyć za Legionistami, którzy ciągle napierali, a sygnał do boju pięknymi rajdami dawał wprowadzony w 75. minucie, za Michała Kucharczyka, Jakub Kosecki. Skrzydłowy po samotnym rajdzie w 86. minucie wypracował rzut karny, do którego ponownie podszedł Ivica Vrdoljak.

I tym razem Chorwat nie pokonał bramkarza Celticu, który idealnie wyczuł intencje strzelającego. Gdy wszystkim wydawało się, że mecz zakończy się rezultatem 3:1 w doliczonym czasie gry Jakub Kosecki wykorzystał doskonałe podanie Łukasza Brozia. 23-tysięczna publiczność zgromadzona tego wieczoru na Pepsi Arenie eksplodowała. Radości piłkarzy i ich wiernych fanów nie było końca. Rezultat 4:1 stawia Wojskowych w uprzywilejowanej pozycji. Na uwagę zasługuje praca sędziego, który nie zawahał się podyktować dwóch jedenastek i wyrzucić z boiska obrońcę gości. Legii należał się jeszcze jeden rzut karny, jednak Pol van Boekel nie zauważył zagrania ręką piłkarza Celticu.

Piłka nożna spełnieniem marzeń

Legia Warszawa okazałym zwycięstwem wywalczyła dużą zaliczkę przed rewanżem w Szkocji. Idealnym scenariuszem byłoby szybkie strzelenie gola w Edynburgu (z powodu Igrzysk Wspólnoty Brytyjskiej mecz nie odbędzie się w Glasgow). Wynik 4:1 zapewnia komfort psychiczny Legionistom, którzy mogą polecieć do Szkocji z podniesionymi głowami. Rezultat ten sprawia, że piłkarze Celticu w rewanżu, jeśli będą chcieli awansować do IV. rundy kwalifikacyjnej Ligi Mistrzów, będą musieli ruszyć do ataku, co może otworzyć Wojskowym miejsce na kąsliwe kontrataki. Po nieudanym początku sezonu, piłkarze Legii zdają się powracać na właściwe tory, czego dowodem btła wczorajsza dojrzała i konsekwentna gra.